Jak ratowano polskie skarby kultury w czasie II Wojny Światowej

Hitler postanowil zdobyc sympatie arcykatolickich Hiszpanow do Niemiec i wyslal im trzy wagony darow religijnych: cennych, zabytkowych naczyn koscielnych, rzezb, obrazow swietych. Oficjalnie byly to dary biskupa Berninga z Osnabrueck i pralata Keutza, prezesa niemieckiego Caritasu. Niemiecka ambasada zorganizowala z przepychem wystawe darow w madryckim Centrum Sztuk Pieknych. Otworzyl ja nuncjusz apostolski w Hiszpanii Gaetano Cicog-nani wraz z hiszpanskim ministrem spraw zagranicznych Serrano Sunerem. Kazdy z eksponatow mial metryczke, z nazwa parafii, diecezji lub klasztoru, z ktorego pochodzi, ale szybko rozeszly sie wiesci, ze Niemcy darowuja dobra zrabowane katolikom polskim i czeskim. Pralat Cicognani pisal do wloskiego kardynala Maglione, ze Niemcy lacznie przyslali 27 ton darow: "[…] dawaly sie slyszec glosy [w Madrycie – W.K.], ze wiele z tych rzeczy zabranych zostalo z kosciolow Polski i Czech". Wystawe zwiedzili, przebywajacy w Hiszpanii, biskup pelplinski Wojciech Okoniewski i jego kapelan, ksiadz Switalski. Pisal pozniej w liscie ksiadz Switalski: "Przyznac trzeba, ze wystawa byla imponujaca i zadanie swoje propagandowe spelnila.

Slyszalo sie wprawdzie i slowa oburzenia, jak np. zeby oddali te rzeczy tym krajom, gdzie je zrabowali, ale byly to wypadki odosobnione. Znalezc cos naszego, z diecezji chelminskiej, bylo niemozliwe. Nie wolno bylo niczego dotykac. Najpredzej odkryloby sie cos wsrod ornatow. Te jednak tak byly gesto rozmieszczone, ze nigdy calego ornatu zobaczyc nie bylo mozna. Jestem przekonany, ze byly tam nasze ornaty, ale niestety, jak im to udowodnic?". Udowodnic istotnie nie udalo sie. Zrabowane dobra koscielne pozostaly w Hiszpanii. Jedyna pociecha w tym, ze Franco do wojny oficjalnie nie przystapil.

Ksiadz Staniszewski wzywa Wehrmacht do ratowania "Holdu pruskiego"

Wielkie zaslugi polozyli ksieza w ratowaniu dziel sztuki ze zbiorow publicznych. W przeddzien wojny los "Holdu pruskiego" Jana Matejki niepokoil polskich muzealnikow jeszcze bardziej niz przyszlosc "Bitwy pod Grunwaldem". Pare miesiecy przed wojna, w czasie oficjalnej wizyty Hermanna Goeringa w Polsce, dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie prof. Feliks Kopera prezentowal mu "Hold pruski". Szczegolowo tlumaczyl premierowi hitlerowskich Prus Goeringowi historyczne konteksty dziela i objasnial szczegoly Matejkowskiej wizji zlamania i upokorzenia pruskiej pychy. W papierach po konserwatorze zabytkow Krakowa Bogdanie Treterze zachowalo sie pismo wyslane don 29 sierpnia przez Ministerstwo Wyznan i Oswiecenia Publicznego: "[…] Rownoczesnie Ministerstwo prosi o porozumienie sie z Muzeum Narodowym w Krakowie i – o ile jest to mozliwe – zwiniecie "Holdu pruskiego" Matejki i wyslanie go do Warszawy, na Zamek Krolewski. Powodem wycofania obrazu jest temat. O wyslaniu wzglednie powzieciu innego postanowienia w stosunku do "Holdu pruskiego" nalezy zawiadomic Ministerstwo niezwlocznie".

Na szczescie prof. Kopera w stosunku do "Holdu pruskiego" powzial postanowienie inne niz bezsensowne wyslanie obrazu do Warszawy. Juz wczesniej polecil konserwatorom muzeum nawinac plotno Matejki na drewniany wal, przekladajac je miekkim papierem, calosc zas obszyc plotnem pakowym. Pozniej wal przewieziono do krakowskiego Muzeum Przemyslowego. Tam, w pracowni technicznej, zaufani robotnicy wsuneli wal do dlugiej, wczesniej skonstruowanej rury z cynkowej blachy. Wewnatrz rury zawiesili wal na specjalnych uchwytach, by zamortyzowac go i uchronic zewnetrzna warstwe plotna przed przetarciem. Rure umiescili robotnicy w solidnej, zrobionej na miare skrzyni. Profesor Feliks Kopera i dyrektor Muzeum Przemyslowego inz. Eugeniusz Tor planowali zakopanie skrzyni z obrazem w krakowskim Lesie Wolskim.

1 wrzesnia, zaraz po niemieckim nalocie na Krakow, zmieniaja plany: dzielo Matejki ma pojechac na wschod, do Zamoscia. Muzealnicy nie wierza, ze Wehrmacht moglby dotrzec tak daleko, ale zapewne wazniejsze sa rodzinne powiazania: siostra burmistrza Zamoscia Michala Wazowskiego jest zona dyrektora Tora. Polciezarowka ze skrzynia eskortowana przez samochod osobowy z dyr. Eugeniuszem Torem dociera do Zamoscia w nocy 2 wrzesnia. Samochod z tajemniczym ladunkiem zatrzymuje sie obok strazy pozarnej. We wrzesniu Zamosc na krotko stal sie skarbnica Polski. Hrabia Tarnowski z Suchej ewakuowal tam niezwykle cenne kolekcje starej broni ze zbiorow arcyksiecia Habsburga z Zywca. Ostatecznie trafily do zamojskiego ratusza. Bezcenne zbiory katedry w Pelplinie i wyposazenie samej katedry ewakuowal do Zamoscia ks. Antoni Liedtke, ktory wczesniej wywiozl z Pelplina Biblie Gutenberga. Skarby pelplinskie ukryto w podziemiach kolegiaty. Zas w podziemiach budynkow pofranciszkanskich ulokowal skarbiec jeden z katowickich bankow.

2 wrzesnia co atrakcyjniejsze podziemia w Zamosciu sa juz zajete. Nadzorujacy transport "Holdu pruskiego" inz. Eugeniusz Tor postanawia zlozyc obraz w pustych jeszcze katakumbach kosciola sw. Katarzyny. Nieoczekiwanie sprzeciwia sie temu pomyslowi rektor kosciola sw. Katarzyny, ks. dr Waclaw Staniszewski. Duchowny okazuje sie byc duzo lepszym konspiratorem od muzealnikow. Denerwuje go, ze obraz wieziono do Zamoscia nie zmieniajac samochodow i uczestnikow ewakuacji, ze zaparkowano go obok strazy pozarnej, gdzie tajemnicza skrzynia zainteresowala wiele postronnych osob. Odmawia wiec zgody na zlozenie jej w kosciele. W czasie sporow, czy obraz moze byc schowany w podziemiach kosciola, czy nie, niemieckie samoloty bombarduja miasto. Ksiadz Staniszewski macha reka na konspiracje i razem z burmistrzem Zamoscia Michalem Wazowskim organizuje ekipe do zakopania plotna Matejki w podziemiach swiatyni. Ale brak wczesniejszych przygotowan msci sie – murarze Michal i Aleksander Radziejowscy przez kilka godzin bez skutku rozkuwaja gruby koscielny mur wokol okienka do podziemi.

W otworze ciagle nie miesci sie wielka skrzynia z obrazem. W koncu murarze rozbijaja czesc arkadowego sklepienia i konspiratorzy wpychaja skrzynie do podziemi. Juz jednak proba zakopania jej konczy sie niepowodzeniem. Twardej opoki wiekowego sklepienia pod posadzka podziemi murarze nie sa w stanie rozkuc. Inzynier Tor z ksiedzem Staniszewskim decyduja sie na pozostawienie skrzyni pod sciana. Do Zamoscia wkraczaja wojska niemieckie. Szybko wycofuja sie, robia miejsce dla oddzialow sowieckich. Wreszcie w pierwszych dniach pazdziernika ostatecznie zajmuja miasto Niemcy. W tym czasie kleski i niepewnosci glowe podnosza rodzimi rabusie i bandyci. Nocne halasy w trakcie chowania obrazu uslyszalo wielu sasiadow swiatyni. Po miescie kraza pogloski o ukrytych w sw. Katarzynie skarbach. Ksiadz Staniszewski na wszelki wypadek zamyka kosciol i ukrywa sie. Po paru dniach nieznani sprawcy wlamuja sie do kosciola.

Ksiadz rektor jest ostrozny; odczekuje kilka dni i dopiero upewniwszy sie, ze kosciol nie jest obserwowany, sprawdza, co sie stalo. Zlodzieje rozbili skrzynie, rozpruli cynkowa rure, plotno zas brutalnie wywlekli, rozrywajac je w kilku miejscach. Rozczarowani zawartoscia skrzyni, spladrowali oltarz i zakrystie. Ksiadz Staniszewski w rabunku kosciola dostrzegl nieoczekiwana szanse dla plotna Matejki. Po konsultacji z burmistrzem Wazowskim, gdyz sam bal sie podjac tak ryzykowna decyzje, zglosil wlamanie niemieckim wladzom wojskowym. Prosil o przyslanie patrolu wojskowego, dokonanie ogledzin sprofanowanej swiatyni i wydanie stosownego zaswiadczenia. Ksiadz rektor zasypal skrzynie w podziemiach rupieciami i gruzem, ale ostroznosc byla to zbyteczna; niemiecki zolnierz ograniczyl sie do obejrzenia uszkodzonego zamka w drzwiach i okradzionego oltarza glownego.

6 komentarzy “Jak ratowano polskie skarby kultury w czasie II Wojny Światowej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *